Ośrodek Kultury im. C. K. Norwida
serdecznie zaprasza na wernisaż wystawy
METAMORFOZY Stanisława Jakubczyka
3 lutego 2010 (środa) o godz. 18.00
w Galerii OKN, os . Górali 5 w Krakowie.
|
Stanisław Jakubczyk
Ur. 1916 r. w krośnieńskim (Lubatowa). Studiował w Krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych w latach 1937-1939, pod kierunkiem profesorów Przebindowskiego, Jarockiego, Sichulskiego i Dunikowskiego, pośrednio u Weissa i Mehoffera oraz w latach 1945-47
u profesorów Jarockiego, Eibischa, Fedkowicza, Frycza, Gardowskiego. Równocześnie
z ukończeniem Akademii, ukończył Wyższe Studium Pedagogiczne i Studium Filmowe, będące zalążkiem przyszłej Szkoły Filmowej w Łodzi. Jest autorem prac
w ponad stu kościołach w Polsce i w kilku za granicą. Uprawia rzeźbę oraz malarstwo sztalugowe. W latach 60. i 70. działał w Klubie Filmowym „Nowa Huta". Zrealizował wiele filmów krótkometrażowych, nagradzanych na festiwalach w kraju i zagranicą. Od 1947 r. jest członkiem ZPAP.
Stanisław Jakubczyk wyobraźnię ma bogatą, lecz ściśle ukierunkowaną zarazem. To właśnie ona, podobnie, jak bezpośrednio z nią związane ideały, przeprowadziły go przez wszystkie meandry i pułapki sztuki i one również nie pozwoliły mu zwątpić w jej sens, w sens malowania obrazów. Nawet wówczas, gdy ogłoszono „śmierć sztuki" i nadejście „ery postartystycznej".
Prawdziwych antenatów Jakubczyka należy szukać pośród największych naszych tuzów o podobnych ideałach. Są nimi Matejko i Malczewski, ten ostatni zwłaszcza, bo symbol i metafora grają w jego dziełach dużą rolę. Podobnie też, jak Jacek „Symbobolewski", jak go ongiś zwano, opowiada ze swadą swe wizje i przemyślenia. Bo też, jak mówi artysta, tak się to dzieje: budzę się i zaczynam myśleć i wtedy pojawiają się obrazy… A czyż Malczewski nie napisał przed laty: „Na czarnej matowej szybie smutnej rzeczywistości przesuwają się obraz za obrazem… i przechodzą, jak dym, jak opary, ledwie dziesiąty, ledwie setny utrwalony jako tako…"
Stanisław Jakubczyk należy zatem do formacji sztuki aspirującej do rangi sumienia i moralności świata. Do sztuki świadomej swego posłannictwa i odpowiedzialności, jaka na niej spoczywa.
Sztuka tego formatu miała zawsze swych zagorzałych zwolenników i równie nieprzejednanych wrogów. Lecz nawet wśród nich budzi szacunek dla powagi podjętego zamierzenia zarówno, jak jego realizacji.
I również to jest jej miarą.
Jerzy Madeyski
|